Ludzie z lasu czasem też potrzebują poprzebywać w
cywilizowanym świecie. Korzystając z barowej pogody postanowiłyśmy pojechać do
Plymouth, bo wiadomo było że kajaki czy bieganie odpadają. J. zarezerwowała nam
samochód, ten sam co ostatnio, Buick. Szybko posprzątałyśmy i pobiegłyśmy się
szykować.
Nie chcę nawet znać roku produkcji tego samochodu.
Oczywiście jest to automat, wielki i szeroki. Okna można otworzyć, ale ciężko
zamknąć. Kontrolki albo palą się wszystkie, albo nie pali się żadna.
Podświetlanie deski rozdzielczej nie działa, w klimie grzyb, a światła włączają
się kiedy chcą. Wyruszyłyśmy jednak nieustraszenie na trasę i na początku
wszystko było ok. Zrobiło się ciemno, wjechałyśmy w mgłę, widoczność była
tragiczna, a co gorsze nawiew na przednią szybę w ogóle nie działał.
Próbowałyśmy przecierać ją chusteczkami, ale okazało się, że ‘mgła’ za oknem, to po prostu tłusty brud. Na domiar złego zaczął padać deszcz, a każdy nadjeżdżający samochód oślepiał nas zupełnie. Dojechałyśmy na parking Walmartu, gdzie O. ćwiczyła jazdę. Przednia szyba wyglądała jak wysmarowana masłem. Widoczność 1m, deska rozdzielcza podświetlona latarką z komórki, deszcz i J. którą nawigowałyśmy wyglądając przez boczne okna. Mila, która została nam do stacji, była najdłuższą milą w moim życiu. Dziewczyny tankowały, a ja skrobałam brud z przedniej szyby, wewnątrz i na zewnątrz, wszystkim czym się dało(w tym mydłem do rąk).
Moje wysiłki przyniosły jednak skutek i mogłyśmy dojechać do
baru. Zaparkowałyśmy i przez 15 minut próbowałyśmy wyłączyć światło w
samochodzie i zamknąć okna. Kiedy w końcu nam się to udało, okazało się, że…
bar jest zamknięty. Namierzyłyśmy następny, z którego wykopali nas tak szybko,
jak tam weszłyśmy. O. nie ma jeszcze skończonych 21 lat i nie pozwolili jej zostać.
Zrezygnowane postanowiłyśmy się przejść po centrum Plymouth.
Była 11 w nocy, więc wszystko było zamknięte. Wróciłyśmy do naszej limuzyny,
wokół której unosił się złowieszczy smród skunksa…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz