Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostka kulturowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciekawostka kulturowa. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 lipca 2014

4 lipca


Dzisiaj będzie foto post. 
Mówcie co chcecie, ale strasznie podoba mi się jak Amerykanie afiszują się ze swoim patriotyzmem. Dziewczynki każdy dzień zaczynają od wciągnięcia na maszt flagi i hymnu. 4 lipca- święto niepodległości celebrują jeszcze bardziej. Od samego rana dziewczynki szalały, poprzebierane w barwy narodowe, paski i gwiazdki. Wieczorem była dyskoteka na boisku i oczywiście hot dogi, hamburgery i coca cola. Dziewczyny strasznie cieszyły się, że robię im zdjęcia. Kiedy się ściemniło odbył się pokaz fajerwerków nad jeziorem, a my w super romantycznych okolicznościach wcinałyśmy kanapki z masłem orzechowym i dżemem(to jest to słynne peanut butter jelly time). 




W niedzielę jadę do Wallmartu i zaopatrzę się w takie skarpecie.
 



Pozdrawiam Polaków na Wyspach.


Dziewczyny uduszą mnie w nocy, albo wrzucą wiewiórkę do śpiworu, ale nie mogę się zatrzymać tej foty dla siebie.
Mistrzowie drugiego planu.


wtorek, 24 stycznia 2012

Xin nien kuai le- Szczęśliwego Nowego Roku!

Tak jak dla nas najważniejszymi są święta Bożego Narodzenia, tak dla wielu ludzi w Azji najważniejszy jest Chiński Nowy Rok. Święto to wypada na nów, po dwunastej pełni roku.
Jeszcze przed naszym nowym rokiem, supermarkety zapełniają się czerwono- złotymi dekoracjami dla domów, cukierkami, latarenkami i innymi bajerami 'niezbędnymi' do świętowania. Jak pewnie wiecie, każdy rok ma w chińskiej tradycji przypisane zwierze. Kolejność jest następująca: mysz(szczur), krowa(bawół), kot(tygrys), królik, smok, wąż, koń, owca(koza), małpa, kogut, pies, świnia. Kompletnie nie wiedziałam, że kolejność ta, nie jest przypadkowa. Więc było tak: najważniejszy ze wszystkich chińskich bogów postanowił podzielić czas, kiedy to zrobił, wezwał do siebie zwierzęta i obiecał, że pierwsze 12, które się pojawi, zostanie wywyższone. Zwierzęta wyruszyły do siedziby bóstwa, położonej na wyspie. Pierwsza do brzegu dotarła mysz, była najmniejsza i najsprytniejsza, ale nie mogła sama przepłynąć na wyspę. Przycupnęła, więc na brzegu i czekała. Jako druga do brzegu dotarła krowa. Krowa była na tyle duża, że mogła przepłynąć sama, ale że była dobra, zgodziła się zabrać na swoim grzbiecie mysz i kota, który przybył zaraz po niej, zgodziła się pod warunkiem, że kot i mysz ustąpią jej i przybędzie do boga jako pierwsza. Kot usiadł na grzbiecie krowy, mysz na jej głowie i popłynęli. W połowie drogi, sprytna mysz zepchnęła kota do wody, a gdy krowa dopłynęła do brzegu, mysz szybko zeskoczyła z jej głowy i popędziła przed oblicze boga. Tak mysz została patronką pierwszego roku, krowa drugiego, a kot(który jakoś dopłynął do brzegu) trzeciego. Dlatego też od wieków, koty polują na myszy, chcąc się zemścić za zniewagę.
Dlaczego zwierząt jest 12? Bo 12 to liczba symboliczna- 12 lat to jeden cykl życia. Jeżeli ktoś zaczyna 12, 24, 36, 48, 60, 72, 84, 96 czy 108 rok życia, według tradycji chińskiej, powinien w dzień nowego roku nosić czerwone i koniecznie nowe ciuchy. Jeżeli pierwszy rok cyklu okaże się być pomyślny, znaczy że cały cykl będzie dobry, jeżeli nie, to znaczy że trzeba uważać...
Każdy Tajwańczyk zna swój ‘chiński znak zodiaku’, ale co ciekawe jeżeli akurat wypada rok, odpowiadający naszemu znakowi zodiaku, należy niezwykle uważać. Nie oznacza to pomyślności, a wręcz przeciwnie problemy i pecha.
W tym roku wypada rok smoka. Wszystkie ‘smoki’, a jest ich naprawdę dużo, muszą uważać. Dlaczego ‘smoków’ jest tak dużo? Chińczycy uważają, że jeżeli ich dziecko urodzi się w roku smoka, będzie silniejsze, inteligentniejsze i szczęśliwsze, niż gdyby urodziło się pod innym znakiem. Dlatego w tym roku w Chinach przewidywany jest baby boom, jeszcze większy niż normalnie. Mimo wielkiej miłości Azjatów do smoków, osoby urodzone w roku smoka, nie są zwolnione z pecha i przeciwności ‘w swoim’ roku. Kiedy na angielskim opowiedziałam dziewczynom o smoku Wawelskim, były w szoku, że dla nas smok to podła gadzina, kiedy oni uważają, że odstrasza on zło i gwarantuje szczęście.
Przygotowania do Nowego Roku w Kaohsiung.
Czerwone naklejki odstraszające potwora.
Latarenki w świątyni bogini morza Matsu, Kaohsiung.
Kolorem Chińskiego Nowego roku jest czerwony. Azjaci wierzą, że ochrania ich przed złymi duchami w noworoczny wieczór. Wierzą też, że w nowy rok, na Ziemię, przybywa najgorszy i najstraszniejszy z potworów. Porywa on ludzi i niszczy domostwa, boi się jednak trzasku sztucznych ogni i koloru czerwonego, dlatego, by ochronić siebie i rodzinę w nowy rok, należy o zmierzchu odpalić sztuczne ognie, a drzwi domu okleić czerwonym papierem, zapalić czerwone latarenki i wtedy bez strachu, można siadać do stołu. Tajwańczycy świętują ze swoimi rodzinami, w domach, koniecznie przy okrągłym stole, który symbolizuje, jedność rodziny i równość jej członków. Po kolacji, na którą składają się różne dania(każda rodzina ma swoje tradycje), dziadkowie i rodzice, wręczają dzieciom czerwone koperty z pieniędzmi, dzieci biorąc kopertę odpowiadają ‘Gonsi, gonsi’(dosłownie znaczy to ‘gratuluję’, ale tutaj chodzi raczej o ‘najlepsze życzenia’). Resztę wieczoru rodzina gra w Majhong, albo ogląda telewizję. O północy rodziny wychodzą na ulicę, odpalić kolejne fajerwerki, a w niektórych prowincjach Chin wierzy się, że jeżeli pierwszą osobą, która przekroczy próg w nowy rok, będzie kobieta, ściągnie to na dom nieszczęście i choroby(ciekawe, że kiedyś w Polsce był identyczny przesąd). Po fajerwerkach rodzina wraca do domu. W nowy rok należy nosić, tylko i wyłącznie nowe ubrania, a przez trzy tygodnie po nowym roku(do Festiwalu Latarń) nie można obcinać włosów, bo przynosi to pecha i zabiera energię. W Polsce mamy podobny przesąd, z tym tylko, że nie można obcinać włosów od studniówki do matury.
Papierowy smok, pracownia w Lugang.
Jeżeli chodzi o dekoracje, to przeważa w nich motyw zwierzęcia, które jest patronem nowego roku. Na naklejkach przyklejanych wokół drzwi wejściowych, wypisuje się mądre sentencje.
Byłam zaskoczona, tym że nowy rok jest tak bardzo rodzinnym świętem. Huczne parady smoków, przypominające karnawał, odbywają się  jednak dopiero w lecie, na północy Tajwanu. Noworoczne parady są popularniejsze w Chinach. Wtedy też Chińczycy mają 3 dni wolne od pracy, niektórzy Tajwańczycy mają aż 9!
Dla większości moich znajomych, święto kręci się wokół czerwonych kopert z kasą. Spotkanie z rodziną, czy inne tradycje nie są już ważne. My ekscytujemy się egzotyką tego święta, smokami, latarenkami, sztucznymi ogniami, ale kiedy człowiek styka się z tym wszystkim na miejscu, zaczyna mu czegoś brakować. Owszem wizualnie wszystko jest piękne, ale pod tym czerwonym papierem, za tym hukiem i kadzidłami nie ma nic, co miałoby choćby ułamek tej głębi, którą mają nasze święta.

wtorek, 10 stycznia 2012

Naprawdę blada twarz

Uwaga! Poniżej znajdują się zdjęcia mojej twarzy bez makijażu, osoby wrażliwe czytają i oglądają na swoją własną odpowiedzialność. Amen.



Wczoraj zdałam ostatni egzamin sesji zimowej- pisemny chiński. Jeszcze tylko kilka formalności dzisiaj i będę miała ferie. Żeby jakoś sobie ‘odbić’ sesję postanowiłam spróbować tutejszych zabiegów kosmetycznych. Dziewczyny polecały mi specjalną kaszkę, która(oczywiście) wybiela skórę ‘od środka’, spróbowałam i o dziwo jest całkiem dobra na śniadanie. Są dwie opcje, jedna z fioletową, druga z zieloną fasolą(obydwie na słodko) i zastępują mi płatki z mlekiem. Na razie nie widzę, żebym jakoś przesadnie zbladła, może trzeba jeść tylko to. 

Jest jednak jeszcze coś, co bardzo mnie ciekawiło- oczyszczanie twarzy za pomocą nitki i mąki. Zabieg wykonują panie na każdym targu, zawsze ustawia się do nich kolejka Tajwanek. Takie oczyszczanie twarzy ma tutaj wielowiekową tradycję i ma też znaczenie symboliczne. Wykonuje się je przed ważnymi wydarzeniami w życiu, szczególnie dużymi zmianami typu przeprowadzka, zmiana pracy, ślub czy rozwód. Chodzi o to by symbolicznie pozbyć się ‘starego życia’, wraz ze ‘starą twarzą’. Przed tradycyjnym chińskim ślubem matka panny młodej powinna wykonać na niej taki zabieg, przyniesie to dziewczynie szczęście i podobno sprawi, że ta będzie piękniejsza. Wszystkich od razu zapewniam, że ślubu nie biorę( ani się nie rozwodzę), a po prostu postanowiłam spróbować ‘nitkowania’ z ciekawości.
W obstawie K. i R. po egzaminie udałyśmy się na pobliski targ. Pani strasznie się ucieszyła jak zobaczyła moją białą facjatę, posadziła na foteliku, przykryła narzutką z… Hello Kitty(żebym nie uciekła), na głowę założyła mi opaskę i zaczęła pokrywać moją twarz mąką. Kiedy już byłam biała jak duch, wyciągnęła kawałek nitki, splątała ją sobie między palcami i zaatakowała moje brwi. Wrażenia były na początku straszne, bo musiałam mieć zamknięte oczy i słuchałam tylko podekscytowanych komentarzy dziewczyn  „Ty, ona jej tych brwi nie skraca, ona je wyrywa…”. Już wyobrażałam sobie siebie bez brwi, kiedy pani zaczęła mi jeździć wokół nich czymś metalowym, co w dotyku przypominało żyletkę. Wtedy naprawdę spanikowałam, ale tylko zacisnęłam pięści pod Hello Kitty i znosiłam ból. Kiedy pani skończyła z moimi brwiami zaatakowała czoło, co było całkiem przyjemne, takie lekkie uszczypnięcia, jednak kiedy zeszła na skronie, oczy zaszły mi łzami, więc znowu je zamknęłam. Za mną w kolejce czekały jeszcze dwie dziewczyny, a przechodnie, którzy dojrzeli ‘jak skubią’ białą, zaczęli się zatrzymywać i gapić. K. i R. stały nade mną z aparatami i rozśmieszały, stwierdziły że teraz to już jestem taka blada, że mogą mnie sprzedać i za tą kasę polecieć na drugi koniec świata(to chyba znaczy, że do Polski). Pani skończyła mnie ‘skubać’, zmyła mi resztkę mąki z twarzy i powiedziała, że następnym razem też mam do niej przyjść. Następnego razu nie planuję, ale to było bardzo fajne przeżycie. Muszę powiedzieć, że twarz mam gładką i bladą jak ściana, a brwi super profesjonalnie wyregulowane.  Wiem, że niektórzy zaraz zaczną pukać się w czoło i załamywać ręce nad warunkami sanitarnymi, że na bazarze, że pani nie miała jednorazowych rękawiczek, ani atestu z PZH, że tak się robić nie powinno, bo żółtaczka, wąglik i dziura ozonowa. No cóż, jakbym się bała to bym prawdopodobnie siedziała teraz w Polsce, a nie na Tajwanie, a jak dostanę jakiegoś ‘parcha’(uwielbiam to słowo!), to nie omieszkam się podzielić(zdjęciami oczywiście). 






A już jutro specjalnie dla Was: "Zalewaja robi sobie tradycyjny, aborygeński tatuaż na twarzy" :)
O taki:
 Albo taki:


wtorek, 13 grudnia 2011

Historyjki z zeszłego tygodnia. Poniedziałek.

Z niesmakiem stwierdziłam w poniedziałek, że w tym roku Mikołaj mnie totalnie olał. Nic, nawet rózgi nie dostałam! A przecież siedmiogodzinna różnica czasu ułatwia tylko sprawę! Mikołaju! Tak się bawić nie będziemy i jeżeli w przyszłym roku wytniesz mi znowu taki numer, to przejdę do teamu dziadka Mroza!
Mój tegoroczny prezent mikołajkowy. Figa, nawet bez maku...
W poniedziałek były  też urodziny króla Tajlandii- Ramy IX. Tajowie bardzo kochają swojego monarchę i mimo iż część kraju jest wciąż zniszczona(w tym roku Tajlandię dotknęła straszna powódź, prawie 90% kraju znalazło się pod wodą), hucznie świętowali jego urodziny. Szukając informacji  na jego temat odkryłam, że jest najbogatszym monarchą świata wg. Forbesa, strony internetowe które go krytykują są cenzurowane, a w Tajlandii można nawet pójść siedzieć na 15 lat za taką krytykę(oh zapomniałam, że za krytykę Bronka, też można iść do paki). Ponadto król jest fanem jazzu, a nawet skomponował sam kilka kawałków. Na NCHU w tym roku studiuje 80 studentów z Tajlandii(w tym nasza B.T), więc uniwersytet pomógł im zorganizować imprezę. Był występ chóru, pokaz tajskiego tradycyjnego tańca, fajerwerki i wyżerka. Było zimno, ale dziewczyny wystąpiły w swoich tradycyjnych strojach.


Wszyscy, którzy marzyli kiedykolwiek, żeby spędzić wakacje w Tajlandii, mają okazję. Atrakcje turystyczne takie jak Bangkok(oprócz przedmieść) albo wyspa Phucket nie ucierpiały, mimo to wielu turystów zrezygnowało z podróży do tego kraju, więc hotele i linie lotnicze poobniżały ceny, żeby przyciągnąć nowych.

środa, 26 października 2011

Fetysz narodowy.

Pierwsze pytanie jakie usłyszałam po wylądowaniu w Tajpej, brzmiało „Czy masz parasolkę?”. Tajwańczycy twierdzą, że w ich kraju parasol to absolutny must-have. Może w Tajpej gdzie ciągle pada, ale w Taichung? Dla mnie noszenie wszędzie parasola to tortura, ja lubię moknąć, a parasolki wiecznie gubie. Tajwańczycy zawsze mają je ze sobą(podobno bez nich czują się jak bez ręki). Oczywiście na wypadek deszczu czy wiatru, ale również wtedy kiedy świeci słońce lub kiedy  jest nieznośny upał. „Deszcz” to tutaj nawet malusieńka mżawka, a przed słońcem trzeba się chować jak przed zarazą, bo wszelka opalenizna jest zła. Któregoś pięknego weekendu Zośka pojechała nad morze i spiekła się na raka. Cały późniejszy tydzień chodziła zła, smarowała się wybielaczem, skrobała opaleniznę pellingiem i stosowała maseczki przeciw zmarszczkowe. Żeby zapobiec opaleniźnie, azjatyckie firmy produkują specjalne parasolki z powłoką zatrzymującą promieniowanie UV. W słoneczne dni wszystkie laski(od 5 do 99 roku życia) śmigają z parasolkami, a na mój opalony grzbiet patrzą z politowaniem. 

Parasolkowe bóstwo na dachu jednej ze świątyni nad Sun Moon Lake
Słońce...
...deszcz...

...słońce...
...deszcz.

piątek, 14 października 2011

Smoka Wawelskiego historia prawdziwa.

Pewnej nocy odkryłam tajemnicę szewczyka Dratewki. Tak naprawdę szewczyk Dratewka nazywał Sze Czy Dang (czyli: Ekstrawaganckie jedzenie z patelni) i był właścicielem sieci bud z chińskim jedzeniem, prekursora takich sieci jak KFC czy McDonalds. Sze Czy przybył do Krakowa negocjować z Krakiem wejście na krakowski rynek. Krak jednak nie chciał się zgodzić, a negocjacje trwały bardzo długo. Sze Czy postanowił użyć podstępu. Przywiózł z Chin jajo smoka, które ukrył pod Wawelem. Kiedy smok się wykluł karmił go najlepszymi kąskami do momentu kiedy wyrósł i upasł się, dostatecznie do tego by móc nim szantażować Kraka. Jeżeli Kraków nie chce jeść chińszczyzny to sam zostanie zjedzony przez smoka, stwierdził Sze Czy. Smok zaczął terroryzować Kraków, ludzie bali się wychodzić z domów. Kiedy Krak zgodził się w końcu podpisać umowę, wniebowzięty Sze Czy postanowił zrobić przyjemność swojej bestii i nakazał przygotować swoją firmową potrawę- barana w ziołach z sekretną przyprawą zwaną Wei Dzi. Smok pożarł barana z apetytem i położył się spać. Około 3 w nocy obudziło go potworne pragnienie, pobiegł więc nad Wisłę napić się wody, jednak żadna ilość nie mogła zabić pragnienia. Pił więc i pił, i pił, i pił, aż w końcu pękł z hukiem. Następnego ranka Krak zerwał umowę z Sze Czy napuszczając na niego sanepid, który zamknął wszystkie budy. Wściekły Sze Czy powrócił do Chin gdzie zbił majątek na przyprawie Wei Dzi, zwanej po polsku glutaminianem sodu.
Smok Wawelski pękający z hukiem.
Powyższa historia jest oczywiście w całości zmyślona przeze mnie. W piątek głodna jak… smok(?) pobiegłam kupić sobie kolację na nocny targ. Wybrałam sobie kurczaka w sezamie. Pani sprzedawczyni chciała, żeby jej kurczak bardzo mi smakował i posypała moją porcję wszystkimi możliwymi przyprawami. Spałaszowałam kurczaka, pokręciłam się po okolicy i wróciłam do akademika. Około 3 w nocy obudziło mnie pragnienie, którego żadna ilość wody nie mogła ugasić, sen miałam z głowy. W końcu zrozumiałam, czym była dziwna szara przyprawa. Miejscowi zajadają ogromne ilości glutaminianu sodu, używanego wszędzie w czystej postaci. O ile w Polsce też występuje we wszelkich Vegetach i gorących kubkach, to nigdy w takiej ilości. Mimo iż pochodzenie glutaminianu sodu jest naturalne- Japończycy otrzymali go z wodorostów, to może on powodować wiele chorób (z rakiem mózgu włącznie). Oczywiście przemysł spożywczy nigdy tego nie przyzna, bo jest on bardzo tanim polepszaczem smaku. Jakoś po ‘nocy z glutaminianem’ nie umiem uwierzyć w zapewnienia, że jest on nieszkodliwy, jeżeli tak to dlaczego w Korei Płd. zakazano jego używania? Dlatego będąc w Chinach czy na Tajwanie należy zawsze mówić „Bu jao wei dzi”- „nie chcę glutaminianu”, bo jeżeli nic nie powiemy dostaniemy pół słoika. 

środa, 12 października 2011

10.10.100 *

Oficjalna nazwa państwa brzmi Republika Chińska, a nie Tajwan. Tajwan to nazwa jednej z prowincji republiki, która została proklamowana 100 lat temu. Mimo, iż Chińska Republika Ludowa(czyli Chiny kontynentalne) przewyższa Republikę Chińską(Tajwan) pod prawie każdym względem- od terytorium po wskaźniki ekonomiczne, to Tajwańczycy twierdzą że władza nad kontynentem należy do nich, mimo iż chwilowo sprawują ją komuniści. Upraszczając sprawę, sytuacja jak w Polsce za komuny, kiedy był rząd komunistyczny i rząd londyński- emigracyjny. Dlatego 10 października to narodowe święto na Tajwanie, obchodzi się rocznicę powołania Republiki Chińskiej, do której doprowadziła rewolucja Xinhai z 1911r. Obalono wtedy ostatnią chińską dynastię Qing(czyt. Cing). W 1949r po zwycięstwie komunistów w Chinach i ucieczce nacjonalistów na Tajwan, doszło do faktycznego podzielenia się państwa na RCh i ChRL, chociaż żadna ze stron do dzisiaj nie uznaje tej drugiej. Pojawienie się Chińczyków, nie wywołało zadowolenia u rdzennych mieszkańców Tajwanu, którzy zaczęli być traktowani przez przyjezdnych jako obywatele drugiej kategorii i tępieni jak tylko się dało. Tajwańczycy nie mieli nic do powiedzenia w sprawach państwa, nie dopuszczano ich do sprawowania urzędów, aż do późnych lat 70’. Do dzisiaj ludzie są bardzo wrażliwi kwestię pochodzenia. Lepiej nie stwierdzać „Jesteś Chińczykiem”, bo chociaż tak wynika z oficjalnej nazwy państwa, można zwyczajnie dostać fangę w nos. Z drugiej strony nie należy mówić „Jesteś Tajwańczykiem”, bo można się natknąć na Chińczyka, który bardzo się zdenerwuje, nawet jeżeli urodził się na Tajwanie, tak jak jego rodzice.  Nie jest to zresztą sprawa marginalna, tutaj nawet politycy licytują się kto jest bardziej tajwański, a kto bardziej chiński.
Rewolucja Xinhai wybuchła 10 października 1911r. Czyli 100 lat temu. Miałam więc wielkie szczęście, że się załapałam na obchody 100lecia państwa. Wybrałyśmy się na operę rockową „Marzyciele” do amfiteatru w Taichung. Niestety nie mogę nigdzie znaleźć jej fragmentów, mimo iż była transmitowana przez telewizję. Bardzo mi się podobała(była przetłumaczona na angielski), akcja toczyła się równolegle sto lat temu i dziś. Była to historia 20 letniego chłopaka, który marzy, żeby jego grupa taneczna wystąpiła na obchodach 10 października, a w trakcie przygotowań dowiaduje się że jego pradziadek walczył w Xinhai i zginął mając tyle lat co on. Opera trwała półtorej godziny, na koniec prezydent Tajwanu zdmuchnął świeczki z wielkiego tortu, a organizatorzy wypuścili w niebo tysiące gołębi zrobionych z... białej gumy.
Gumowe gołębie mają ten plus, że przynajmniej nie narobią na publiczność.


Bardzo spodobało mi się, że Tajwańczycy i Chińczycy tak radośnie świętowali swoją rocznicę. Tak jak my mają niełatwą i tragiczną historię, ale myślę że moglibyśmy się na nich wzorować kiedy za 7 lat będziemy obchodzić 100 rocznicę odzyskania niepodległości.
Ogólnie Tajwan ma genialnych speców od promocji. Ich filmy reklamowe rokrocznie zdobywają nagrody, każdy turysta przybywający do jakiegokolwiek miasta otrzymuje ZA DARMO mapę i mnóstwo innych folderów o atrakcjach danego miejsca.  A z okazji 100 rocznicy wykupiono czas reklamowy na Times Square w Nowym Jorku i przez cały dzień leciały tam spoty dotyczące Tajwanu.
My powinniśmy się jeszcze dużo nauczyć, bo mimo iż ostatni filmik promocyjny o Polsce(ten z udziałem zachodnich gwiazd), nie był zły to afera z prawami autorskimi, która wybuchła po jego wyemitowaniu, raczej wizerunkowi Polski nie pomogła.

* 10.10.100 to prawidłowy zapis daty- miesiąc, dzień i rok (rok 1 to 1911 czyli powstanie RCh)

piątek, 7 października 2011

Język chiński nie istnieje.

To co my nazywamy chińskim to najczęściej język mandaryński, jeden z wielu języków z rodziny sinotybetańskiej. Po mandaryńsku mówi się w Singapurze, w Chinach(w niektórych regionach) i na Tajwanie. Jako że populacja Chin dawno przekroczyła miliard, będzie brakować tam kobiet i (założę się) macie w zasięgu swojego wzroku coś ‘Made in China’, uważam że nie głupim jest się nauczyć chociaż kilka słów. Także w związku z wszelkimi prognozami wróżek, tarocistów, pseudo proroków i analityków ekonomicznych, najlepiej byłoby się nauczyć zwrotów w stylu ‘Nicht schießen’ i ‘hände hoch’, ale jakoś nie mam śmiałości pytać o takie rzeczy moich znajomych(muszę ich spić!). Translatora google nie polecam do jakich kol wiek tłumaczeń.
Opanowanie tonów, zapamiętanie znaczenia i fonetycznego zapisu znaczka jest trudne, ale najtrudniejsze jest zapamiętanie samego znaczka. Przynajmniej mi sprawia to trudność, nauczyłam się ponad 300 znaczków,a po 3 miesiącach wakacji, zapomniałam ponad połowę. Może poniższe słownictwo nie jest aż tak przydatne, ale pokazuje jak znaczek łączy się ze znaczeniem i jak Tajwańczycy sami upraszczają sobie naukę.

Kierunki świata:

Bei(znaczek nad 'e' to oznaczenie tonu)- północ. Stolica Tajwanu- Tajpej(wł. TaiBei), położona jest na północy wyspy. Tak jak Polacy śmieją się z Warszawiaków, tak Taiwańczycy z Tajpejczyków. Dlatego bei to nic innego jak tylko dwoje skłóconych ludzi, obróconych do siebie plecami.
Tajpej, stolica Tajwanu.

Nan- południe. Na południu, tak jak w Polsce górale hodują owce, tak Tajwańczycy hodują kozy i tak znaczek Nan, to poprostu koza w stodole(jak właściwie nazywa się dom kozy? wie ktoś?).
Si- zachód. Na Tajwanie rzeki płyną ze wschodu na zachód i tutaj wpadają do morza. Więc ten znaczek to po prostu rzeka, wpadająca do morza.
Dong- wschód. To jest wschodzące słońce(jakby ktoś nie skumał- słońce wschodzi na wschodzie), przedzierające się przez drzewa, znaczek odpowiadający lasowi, wygląda tak:
Lin- las
Moja ulubiona interpretacja "pengyou'(czyt. pen jou), czyli przyjaciel:
Peng- to są pióra dwóch ptaków, które lecą razem.
You- dłoń nakrywająca drugą dłoń.
Pióra

Dwie dłonie, jedna zakrywa drugą.
Nie ja wymyśliłam te interpretację, pokazał mi je znajomy, który studiował starożytny język chiński. Kiedy ktoś potrafi wytłumaczyć, znaczki robią się niesamowicie logiczne. Niestety, w Chinach od lat 50' XX wieku stosuje się pismo uproszczone, którego ciężej się nauczyć niż klasycznego, ponieważ nie posiada owej logiki. Poza tym rozumiejąc klasyczne, z łatwością można czytać uproszczone, bo wymowa i znaczenie są takie same.